Autokarem, promem od Splitu do Dubrownika poprzez wyspę Mljet

Nasza wycieczka zaczęła się od przyjazdu Magdy do Splitu. Ja właśnie skończyłem prowadzić 2-tygodniowy rejs jachtem po Adriatyku.
Split nie zrobił na mnie dobrego wrażenia, dlatego wynająłem wcześniej dla nas pokój w pobliskim Trogirze. Ruszyliśmy więc na pętle autobusową, ok. 15 min na pieszo z portu promowego, autobus stał na pętli, więc wgramoliliśmy się z plecakami do środka i rozpocząłem próby zakupienia biletu. Bilety kupuje się po ruszeniu autobusu u niezbyt miłego pana, który przechodzi i kasuje każdego podróżnego. Mija godzina jazdy i już jesteśmy w Trogirze.

Trogir

Piękne miasto, pełne urokliwych uliczek zatłoczonych przez turystów (niestety), do tego bardzo drogie, był to nasz najdroższy pokój (250 kun za 2 osoby). Wieczorem okazało się, że pokój ma jeszcze jedną wadę, znajduje się nad knajpą czynną do późna w nocy. Jak go rezerwowałem było przedpołudnie i lokal poniżej był nieczynny. Nie przyszło mi do głowy, że będzie tam taki hałas. To nie wszystko, ponieważ koło godziny 3 w nocy obudziły nas dziwne hałasy. Knajpa kończyła swoją działalność i obsługa składała plastikowe krzesełka. Wszystkie niedogodności i tak tłumił urok tego miasta. Co do samego poszukiwania pokoju to najlepiej pochodzić po mieście i poszukać ogłoszeń o pokojach wywieszonych na drzwiach i budynkach. Warto brać też pod uwagę te niedogodności, które opisałem.
Jedną z atrakcji Trogiru jest wieża przy wejściu do kanału, na która warto się wybrać. Jest to miejsce, z którego można porobić ciekawe zdjęcia i podziwiać wspaniałe widoki. Nie można zapomnieć o spacerze wąskimi uliczkami trzymając w dłoni wyśmienite lody w kulkach. Na wszystko wystarczy przeznaczyć jeden dzień, a tak naprawdę można odwiedzić to miasto po drodze spędzając w nim kilka godzin.
Drugiego dnia z samego rana (pierwszy autobus odjeżdża przed 6-tą rano) ruszyliśmy w drogę powrotną do Splitu, aby zdążyć na prom do Dubrownika. Kupiliśmy najtańsze bilety bez miejscówek. Całą drogę trwającą około 6 godzin spędziliśmy na pokładzie opalając się i podziwiając przesuwające się za burtą widoki. Po drodze prom zatrzymuje się na Korculi, ale na krótko, więc nie ma możliwości zwiedzenia miasta.
W Dubrowniku w porcie dopadł nas tłum „naganiaczy” z propozycjami noclegu, mieliśmy co prawda rezerwację pokoju przy samej starówce ale postanawiamy jednak skusić się na bardzo tanią propozycję noclegu w położonej obok portu jachtowego wsi. Okazało się, że był to „strzał w dziesiątkę”, za 160 kun za 2 osoby mieliśmy bardzo ładny pokoik z dużym tarasem i widokiem na port jachtowy. A tak na marginesie, nie należy zbytnio ufać słowom „naganiaczy”, na pytanie gdzie jest lokum zawsze dostawaliśmy odpowiedź, że 5 min drogi w tamtym kierunku a tak naprawdę okazywało się, że jest to dużo dalej.
Na początku pobytu w Dubrowniku miało miejsce śmieszne zdarzenie. Nie mieliśmy grzałki elektrycznej i poprosiłem miłą gospodynie mówiącą tylko w swoim języku o zagotowanie wody do dwóch kubków, które jej dałem. Zaznaczę, że mój kubek był metalowy z podwójnymi ściankami a Madzi – szklany. Po jakimś czasie miła pani przyniosła nam kubki, na początku nie zauważyłem, że coś jest nie tak. Dopiero gdy chciałem postawić kubek zaczął się on dziwnie kiwać na boki. „Co jest?”- pomyślałem i zajrzałem pod spód z przerażeniem stwierdzając, że zniknęła gdzieś gumka przyklejona na spodzie i dno jest wypukłe jak brzuch piwosza a rączka nieźle nadpalona. Chyba nie muszę wyjaśniać jak została podgrzana woda!!??
Dalej dzień minął nam na odpoczynku po podróży a wieczorem ruszyliśmy do Dubrownika.

Dubrownik

Do starówki kursują szybkie autobusy po 10 kun za przejazd z tym, że bilet jest ważny godzinę, czyli można wysiąść po drodze na chwilę. Była to moja trzecia wizyta w tym mieście natomiast Madzia była tu po raz pierwszy. Przy bramie przed wejściem na starówkę przywitała nas warta honorowa, w Dubrowniku odbywał się wielodniowy festiwal i cale miasto było rozświetlone i rozśpiewane. Po spacerze uliczkami usiedliśmy w małej knajpce gdzie za 25kun zjedliśmy dużą pizze na dwoje popijając wszystko zimnym piwem i podziwiając widoczny poniżej stary port. Miejsce to możemy polecić jako alternatywę dla drogich restauracji w samym centrum. Aby tam trafić trzeba iść główną ulicą od bramy do końca i omijając z lewej strony wieżę przejść przez małą bramę, dalej jak nas prowadzi ulica mijamy po prawej stary port, przechodzimy za mury i za mostkiem skręcamy w prawo. Ponieważ było już późno, od razu po kolacji wróciliśmy do naszego pokoju.
Następny dzień również poświęciliśmy na zwiedzanie starówki, lokalnego akwarium, (które nie zrobiło na nas wrażenia) oraz murów. Po całym dniu padliśmy na łóżka w naszym pokoju i zaczęliśmy zbierać siły na dalszą przygodę. Rano czekała nas wyprawa na kolejną wyspę.

Mljet

Na wyspę dostaliśmy się wodolotem, polecam gdyż wypływa on z samego rana i wraca kolo 18 tak, że można spokojnie zwiedzić wyspę. Krótki postój w porcie Sobra, później jeszcze chwilę płynęliśmy wzdłuż wyspy i zaraz wysiedliśmy w pięknej zatoczce na terenie parku narodowego. Gdy wyszliśmy z promu od razu zaczepił nas chłopiec z pytaniem o nocleg, cena nie była wygórowana, więc skorzystaliśmy z oferty. Pokój nie był zachwycający, do tego ze wspólną łazienką, ale widok na zatoczkę z kołyszącymi się jachtami rekompensował niedogodności. Na tej wyspie najbardziej był odczuwalny „warkot” cykad. Przygrywały one całe dnie i noce.
Postanowiliśmy zostać tu kilka dni żeby spokojnie zwiedzić park.
Na początku udaliśmy się do biura parku mieszczącego się w baraku obok przystani promowej i za 90kun kupiliśmy bilet. Jest to obowiązkowe, jeśli chce się przebywać w tej części wyspy. W cenie biletu jest też przejazd busem nad słone jeziora oraz zwiedzanie znajdującej się na nich wyspy z klasztorem benedyktynów. Nie namyślając się długo wsiedliśmy do najbliższego busa i po kilkunastu minutach byliśmy nad brzegiem jeziora gdzie dobiła mała łódeczka, która zabrała nas na wysepkę (wyspa na wyspie). Tam spędziliśmy kilka godzin zwiedzając kaplicę klasztorną a później spacerując i mocząc nogi w wodzie. Po powrocie z wycieczki byliśmy bardzo głodni i poszliśmy tradycyjnie, w ramach oszczędności, na pizze. Polecamy knajpkę przy samej przystani promowej, czeka się długo na jedzenie, ale warto. Następnego dnia okazało się, że nasze portfele świecą pustkami i może być problem ze znalezieniem bankomatu. Dowiedzieliśmy się, że w niedaleko położonej miejscowości w hotelu może być bankomat i postanowiliśmy pojechać tam rowerami. Skorzystaliśmy z wielu działających tu wypożyczalni. Na szczęście w jednej z nich pracował poznany wcześniej chłopiec i pożyczył nam rowery „na krechę”. W hotelu faktycznie był bankomat i po naładowaniu kasy ruszyliśmy w kierunku słonych jezior. Teren był górzysty i najprzyjemniejsze oczywiście były zjazdy, które ja lubię pokonywać szybko natomiast Madzia wręcz przeciwnie. Po paru „Misiu, zwolnij!” przez resztę wycieczki utrzymywaliśmy prędkość spacerową ;) .
Po drodze zatrzymaliśmy się nad jeziorami i trochę popływaliśmy i ponurkowaliśmy, można tam wyłowić sporo ładnych muszelek. Niestety czas nas gonił gdyż o 18 odpływał wodolot do Dubrownika i nie zdążyliśmy już popływać kajakami ani wybrać się na pieszą wycieczkę po okolicznych wzgórzach. Wcześniej planowaliśmy, że z wyspy Mljet od razu popłyniemy w kierunku Splitu niestety nie znaleźliśmy takich połączeń promowych. podróż do Dubrownika minęła szybko, na miejscu standardowo był tłum naganiaczy. Chętnych na pokoje było mało i konkurencja większa tak, że znaleźliśmy pokój na wzgórzu koło portu za 80kun od osoby. Byliśmy zmęczeni i po wieczornym spacerze po porcie poszliśmy szybko spać. Rano wsiedliśmy do autobusu do Splitu i koło południa byliśmy na miejscu.

Split

Szybko znaleźliśmy pokój w pobliżu portu, niestety na poddaszu (straszliwa duchota).
Dzień poświęciliśmy na zwiedzanie miasta, wybraliśmy się też na miejską plażę, z której wyszliśmy baaardzo szybko. W zasadzie trudno to nazwać plażą, raczej betonową konstrukcją do smażenia tłumu na słońcu. Ostatni dzień naszej podróży szybko minął. W nocy chcieliśmy odpocząć przed 24-godzinna podróżą autobusem do Polski, niestety rozszalała się burza i nie mogliśmy spać.
Przez ten tydzień spędziliśmy razem cudowne chwile których ten opis niestety nie odzwierciedla. Chorwacja zachwyciła nas i mamy nadzieję tam jeszcze nie raz powrócić.

Ten wpis został opublikowany w Europa, Jachty, Objazdowe , tagi: , , , , , . Pobierz link.

Dodaj komentarz